Pohl Frederic - Gateway Brama Do Gwiazd - Rozdzia� 10

Rozdzia� 10



    Gdzie� ko�o pi�tego dnia mojego pobytu na Gateway wsta�em wcze�nie i chc�c zaszpanowa� zjad�em �niadanie w Gospodzie Heech�w w otoczeniu turyst�w, hazardzist�w o przekrwionych oczach z kasyna po drugiej stronie wrzeciona i pilot�w na przepustce. Pachnia�o luksusem i kosztowa�o r�wnie� luksusowo. Warto by�o jednak, ze wzgl�du na turyst�w. Czu�em na sobie ich wzrok. Wiedzia�em, �e rozmawiaj� o mnie, szczeg�lnie jaki� Dahomejczyk czy Gha�czyk o szczup�ej lecz typowo murzy�skiej twarzy ze sw� �on�, bardzo m�od�, bardzo pulchn� i obwieszon� bi�uteri�. Albo i nie �on�. W ich oczach wygl�da�em na bohaterskiego zawadiak�. To prawda, �e nie mia�em �adnych bransolet, ale niekt�rzy weterani te� ich nie nosz�.
    Upaja�em si� luksusem. Zastanawia�em si� nawet, czy nie zam�wi� prawdziwych jajek na bekonie, ale by�o to troch� za drogo nawet jak na m�j euforyczny nastr�j, poprosi�em wi�c o sok pomara�czowy (ku memu zdumieniu okaza� si� prawdziwy), bagietk� i kilka fili�anek czarnej kawy po du�sku. Tak naprawd�, to brakowa�o mi jedynie towarzystwa pi�knej dziewczyny. By�y tam co prawda dwie atrakcyjnie wygl�daj�ce kobiety, chyba na przepustce z chi�skiego kr��ownika, obie ch�tne, by wymieni� kilka znacz�cych spojrze�, ale zdecydowa�em je sobie zostawi� jako ewentualno�� na p�niej. Zap�aci�em rachunek (co ju� by�o dostatecznie bolesne) i uda�em si� na zaj�cia.
    Po drodze dogoni�em Forehand�w. M�czyzna, na imi� by�o mu chyba Sess, wyszed� ze zlotni i zaczeka�, by uprzejmie przywita� si� ze mn�. - Nie widzieli�my ciebie na �niadaniu - zauwa�y�a jego �ona, powiedzia�em im wi�c, gdzie by�em. Najm�odsza c�rka, Lois, spojrza�a na mnie z lekk�


OG�OSZENIA DROBNE

    DANIA DLA SMAKOSZY na zam�wienie. Kuchnia seczua�ska, kalifornijska, kanto�ska. Specjalno��: chrupki bankietowe. Bracia Wong, Pfon 83-242.
    KARIERA GWIAZD PV czeka na zas�u�onych by�ych poszukiwaczy. Zapisz si� ju� teraz na kurs przemawiania, aparycji i reprezentacji. O tym wszystkim us�yszysz od prawdziwych absolwent�w wyk�ad�w, zarabiaj�cych 3000 dol. tygodniowo. 86-251.
    WITAJCIE NA Gateway! Dzi�ki naszej specjalnej agencji �atwo nawi��esz znajomo�ci. Wpisowe 50 dol. Dysponujemy 200 nazwiskami o sprecyzowanych upodobaniach. 88-963.




    zawi�ci�. - Nie martw si�, kochanie - poklepa�a j� matka. - Zd��ymy tam zajrze� przed odlotem na Wenus. - Zwracaj�c si� za� do mnie, doda�a: - Liczymy si� teraz z ka�dym groszem. Ale kiedy si� nam powiedzie, dobrze b�dziemy wiedzieli, co zrobi� z pieni�dzmi.
    - Ka�dy ma chyba jakie� plany - powiedzia�em, ale nagle co� zacz�o �wita� mi w g�owie. - Czy naprawd� zamierzacie wr�ci� na Wenus?
    - Oczywi�cie - odpowiedzieli prawie jednocze�nie wygl�daj�c na zdumionych tym pytaniem, co z kolei mnie zaskoczy�o. Nie przypuszcza�em, �e tunelarze mog� my�le� o tej roz�arzonej norze jako o w�asnym domu. Sess Forehand z pewno�ci� musia� odczyta� to z mojej twarzy. Byli pow�ci�gliwi, ale niewiele uchodzi�o ich uwagi. U�miechn�� si� i powiedzia�:
    - Mimo wszystko, to nasz dom. Tak jak i Gateway, w pewnym sensie. To ju� zabrzmia�o dziwnie.
    - Je�li chodzi o �cis�o��, jeste�my spokrewnieni z pierwszym cz�owiekiem, kt�ry wyl�dowa� na Gateway, z Sylvestrem Macklenem. S�ysza� pan o nim?
    - No jasne!
    - By� to jaki� nasz kuzyn. S�dz�, �e zna pan ca�� histori�. - Chcia�em ju� powiedzie�, �e tak, ale z pewno�ci� by� dumny ze swego krewniaka - i trudno mu si� dziwi� - us�ysza�em wi�c troch� zmienion� wersj� znanej legendy: - By� w jednym z tuneli Bieguna Po�udniowego i znalaz� tam statek. B�g jeden wie, jak go wyci�gn�� na powierzchni�, ale mu si� uda�o, wsiad� do �rodka, zapewne poci�gn�� d�wigni� startu i pojazd polecia� tam, gdzie by� zaprogramowany, to znaczy na Gateway.
    - Czy Korporacja nic wam nie p�aci? - zapyta�em. - P�ac� przecie� za odkrycia, jakie� wi�c bardziej na to zas�uguje?
    - W ka�dym razie nie nam - odpowiedzia�a Lois Forehand, ze smutkiem w g�osie. Pieni�dze to dra�liwy temat dla tej rodziny.
    - Oczywi�cie Sylvester nie wybiera� si� odkry� Gateway. Jak ju� pan wie z tego, czego ucz� nas na kursie, statki maj� automatycznie zaprogramowany powr�t. Gdziekolwiek si� leci, wystarczy potem poci�gn�� d�wigni� startu i wraca si� prosto do bazy. Tylko, �e to na niewiele si� zda�o Sylvestrowi, poniewa� on by� w�a�nie w bazie. Odby� powrotny etap podr�y, co prawda op�niony o miliony lat.
    - To by� nieg�upi i silny facet - Sess podj�� na nowo swoj� opowie��. - Takim zreszt� musi by� poszukiwacz. Nie wpad� wi�c w panik�. Ale zanim kto� tu trafi�, by zbada�, co si� sta�o, sko�czy�y mu si� �rodki do �ycia. M�g� prze�y� troch� d�u�ej. M�g� z p�ynnego tlenu i H ze zbiornik�w l�downika otrzyma� powietrze i wod�. Zastanawiam si�, dlaczego tego nie zrobi�.
    - Poniewa� i tak by umar� z g�odu - przerwa�a Louise w obronie swego kuzyna.
    - Tak te� my�l�. W ka�dym razie znale�li jego cia�o, z notatnikiem w r�ku. Podci�� sobie gard�o.
    Byli to mili ludzie, ale zna�em ca�� t� histori�, a przez nich mog�em sp�ni� si� na zaj�cia.
    Oczywi�cie zaj�cia wcale nie by�y interesuj�ce w tym punkcie programu. Doszli�my do Wieszania Hamaka (poziom podstawowy) i Spuszczania Wody w Toalecie (poziom zaawansowany). Mo�na si� zastanawia�, dlaczego nie po�wi�cali wi�cej czasu na uczenie pilota�u. To jasne. Statki po prostu same lata�y - dok�adnie tak jak m�wili mi to Forehandowie i wszyscy inni. Nawet l�downikiem nie trzeba by�o za wiele kierowa�, chocia� nale�a�o trzyma� stery. B�d�c ju� w �rodku poszukiwacz musia� jedynie por�wnywa� tr�jwymiar, czyli jakby holograficzny obraz najbli�szego obszaru przestrzeni z tym, gdzie chcia� dolecie�, i zgrywa� punkt �wietlny w tr�jwymiarze z miejscem, do kt�rego cncia� dotrze�. A l�downik sam trafia� na miejsce. Oblicza� swoj� trajektori� i poprawia� w�asne b��dy. Odrobiny si�y wymaga�o jedynie skoordynowanie tego punktu �wiat�a z miejscem przeznaczenia, by� to na szcz�cie system tolerancyjny.
    W przerwach mi�dzy praktycznymi zaj�ciami spuszczania wody i u�ytkowania hamaka rozmawiali�my o naszych planach po uko�czeniu kursu. Grafiki odlot�w by�y uaktualniane i po naci�ni�ciu guzika ukazywa�y si� na ekranie naszego klasowego piezowizora. Niekt�re pozycje opatrzone by�y nazwiskami, jedno czy dwa nawet rozpozna�em. Tikki Trumbuli, dziewczyna, z kt�r� raz czy dwa razy ta�czy�em i siedzia�em w mesie. By�a pilotem zewn�trznym i poniewa� potrzebowa�a za�ogi, my�la�em nawet, czy by do niej nie do��czy�. Ale m�dre g�owy u�wiadomi�y mi, �e takie loty to strata czasu.
    Musz� wyja�ni�, kim jest pilot zewn�trzny. To taki facet, kt�ry dowozi nowe za�ogi na Gateway-2. Lata tam regularnie kilkana�cie pi�tek. Zabieraj� czw�rk� ludzi (do tego w�a�nie Tikki szuka�a kandydat�w), potem ju� pilot wraca sam lub z poszukiwaczami - je�li s� jeszcze tacy - i z tym, co znale�li. Z regu�y jaki� zawsze si� znajdzie.
    Wszyscy marzyli�my o takim zespole, jak ten, kt�ry odkry� Gateway-2. Im si� uda�o. Cholernie im si� uda�o! Gateway-2 by�a drug� Gateway, tak� sam�, z tym tylko wyj�tkiem, �e orbitowa�a wok� innej gwiazdy. Nie by�o tam specjalnie �adnych skarb�w, Heechowie nie zostawili po sobie nic poza statkami. Nie by�o ich zreszt� tak du�o - jakie� sto pi��dziesi�t w por�wnaniu z prawie tysi�cem na naszej macierzystej, solarnej Gateway. Ale p�torej setki pojazd�w ju� same w sobie jest co� warte. A i to jeszcze, �e docieraj� do takich miejsc, kt�re dla naszych miejscowych statk�w s�, zdaje si�, nieosi�galne.
    Odleg�o�� do Gateway-2 wynosi jakie� czterysta lat �wietlnych, podr� trwa sto dziewi��dziesi�t dni w jedn� stron�. Dw�jka orbituje wok� jaskrawoniebieskiej gwiazdy typu B. Uwa�a si�, �e to Alcyone w Plejadach, ale s� co do tego pewne w�tpliwo�ci. Faktycznie nie jest to jej w�a�ciwa gwiazda. Gateway-2 kr��y bowiem nie wok� wielkiego s�o�ca, ale ma�ego wypalonego czerwonego kar�a nieopodal. M�wi�, �e jest to prawdopodobnie odleg�y bli�niak niebieskiej B, ale z drugiej strony wydaje si� to niemo�liwe ze wzgl�du na r�nic� wieku. Jeszcze par� lat spor�w i pewnie b�dziemy wszystko wiedzieli. Ciekawe, dlaczego Heechowie wybrali orbit� tak niepozornej


NAJBLI�SZE LOTY

    30-107. PI�TKA. Trzy wolne miejsca. J�zyk angielski. Terry Yakamora (Pfon 83-675) lub Jay Parduk (Pfon 83-004).
    30-108. TR�JKA. Opancerzona. Jedno wolne miejsce. J�zyk angielski lub francuski. WYPRAWA Z PREMI�. Dorlean Sugrue (Pfon 88-108).
    30-109. JEDYNKA. Wyprawa kontrolna. Du�a gwarancja bezpiecze�stwa. Informacje u kapitana Stacji Odlot�w.
    30-110. JEDYNKA. Opancerzona. WYPRAWA Z PREMI�. Informacje u kapitana Stacji Odlot�w.
    30-111. TR�JKA. Wszystkie miejsca wolne. Informacje u kapitana Stacji Odlot�w.
    30-112. TR�JKA. Prawdopodobie�stwo kr�tkiej wyprawy. Wszystkie miejsca wolne. Du�e ryzyko. Informacje u kapitana Stacji Odlot�w.
    30-113. JEDYNKA. Cztery wolne miejsca via Gateway-2. Transport niezawodn� Pi�tka. Tikki Trumbuli (Pfon 87-869).




    gwiazdy na stacj� w�z�ow� linii kosmicznych, ale z drugiej strony wszystko dotycz�ce Heech�w jest ciekawe.
    Nie mia�o to jednak�e wp�ywu na zawarto�� portfela za�ogi, kt�rej uda�o si� odkry� Dw�jk�. Przyznano im procent od wszystkiego, co znajd� przyszli poszukiwacze! Nie wiem, ile tego by�o do tej pory, ale musia�o si� nazbiera� co najmniej dziesi�tki milion�w dla ka�dego. A mo�e i setki. I dlatego nie op�aca si� lecie� z pilotem zewn�trznym. Szans� na sukces nie s� wi�ksze, a na dodatek tym, co si� znajdzie, trzeba si� dzieli�.
    Przejrzeli�my wi�c list� przysz�ych lot�w i rozwa�yli�my je w �wietle naszego pi�ciodniowego do�wiadczenia. Nie da�o to nam wiele. Zwr�cili�my si� wi�c o rad� do Gelle - Klary Moyniin. W ko�cu by�a ju� tam dwa razy.
    Wydymaj�c wargi przestudiowa�a rejestr lot�w i nazwiska. - Terry Ya-kamora to porz�dny facet - powiedzia�a. - Nie znam Parduka, ale mo�e warto z nim pr�bowa�. Od wyprawy Dorleana radz� si� trzyma� z daleka. Maj� zagwarantowan� premi� jednego miliona dolar�w, ale nikt wam nie powie, �e na statku jest nietypowy pulpit sterowniczy. Eksperci Korporacji wstawili komputer, kt�ry ma podobno wp�ywa� na prac� oryginalnego selektora cel�w. Nie ufa�abym temu. I oczywi�cie w �adnym wypadku nie polecia�abym Jedynk�.
    - A z kim ty by� polecia�a? - spyta�a Lois Forehand. Zamy�li�a si� pocieraj�c lew� ciemn� brew koniuszkami palc�w. - Mo�e z Terrym. Zreszt� z kimkolwiek. Ale na razie nie wyruszam. - Chcia�em spyta� dlaczego, ale ju� zd��y�a si� odwr�ci� od ekranu. - No, dobra - powiedzia�a. - Wracamy do zaj��. Pami�tajcie - w g�r� - na siusiu, w d�, zamkn��, odliczy� do dziesi�ciu, i w g�r� - na kupk�.
    Uczci�em zako�czenie tygodniowego kursu pilota�u zapraszaj�c Dane Miecznikowa na drinka. Pierwotnie nie to by�o moim zamiarem, najpierw my�la�em bowiem o drinku z Sheri i to w ��ku, ale nie by�o jej w pokoju. Powciska�em wi�c guziki na piezofonie i us�ysza�em g�os Miecznikowa.
    By� zaskoczony moj� propozycj�. - Dzi�kuj� - odrzek�, po czym zastanowi� si�. - Wiesz co? - powiedzia�. - Pom� mi przenie�� moje graty, a wtedy ja ci postawi� kolejk�.
    Poszed�em wi�c do niego, mieszka� tylko o jeden poziom ni�ej Laleczki. Jego pok�j, niewiele lepszy od mojego, by� prawie pusty poza kilkoma wy�adowanymi torbami. Spojrza� na mnie nieomal przyja�nie. - Jeste� ju� poszukiwaczem - mrukn��.
    - Niezupe�nie. Mam jeszcze dwa kursy.
    - Hm. W ka�dym b�d� razie widzimy si� po raz ostatni. Jutro wyruszam z Terrym Yakamor�.
    By�em zaskoczony. - Przecie� wr�ci�e� dopiero jakie� dziesi�� dni temu?
    - Kr�c�c si� tu nic nie zarobi�. Czeka�em tylko na w�a�ciw� za�og�. Chcesz wpa�� na moje po�egnalne przyj�cie? Bawimy si� u Terry'ego. O dwudziestej.
    - Brzmi to zach�caj�co - powiedzia�em. - Czy mog� przyj�� z Sheri?
    - Oczywi�cie. Chocia� ona i tak chyba b�dzie. Je�eli nie masz nic przeciwko temu, tam postawi� ci drinka. Pom� mi tylko z tymi klarnetami.
    Zgromadzi� zadziwiaj�c� ilo�� rzeczy. Zastanawia�em si�, jak mu si� uda�o je wszystkie upchn�� w pokoju r�wnie male�kim jak m�j. Trzy pe�ne torby, holodyski, projektor, ta�my z nagraniami ksi��ek i prawdziwe ksi��ki. Wzi��em ksi��ki. Na Ziemi wa�y�yby tyle, �e nie da�bym rady ich ud�wign��, mo�e jakie� pi��dziesi�t - sze��dziesi�t kilo, ale oczywi�cie na Gateway podniesienie ich nie stanowi�o �adnego problemu. K�opot by� tylko z przeci�ganiem ich przez korytarze i spuszczaniem w zlotni. Ja mia�em ci�sze rzeczy, ale Miecznikowowi by�o trudniej, poniewa� ni�s� przedmioty o r�nych kszta�tach, niekt�re bardzo delikatne. Zaj�o to nam ca�� godzin�. W ko�cu trafili�my do takiej cz�ci asteroidu, kt�rej nigdy przedtem nie widzia�em, starszawa Pakistanka policzy�a baga�e, wyda�a Miecznikowowi kwit i zacz�a taszczy� je w g��b poro�ni�tego g�st� winoro�l� korytarza.
    - Uf. Dzi�kuj� - mrukn��.
    - Nie ma za co. - Ruszyli�my z powrotem w kierunku zlotni. Rozmawiali�my, uwa�a� wida�, �e odwdzi�czaj�c si� za przys�ug� powinien okaza� mi jakie� dowody �yczliwo�ci.
    - Jak ci poszed� kurs? - spyta�.
    - Dzi�kuj� - pomijaj�c to, �e mimo uko�czenia go nadal nie mam poj�cia, jak obs�uguje si� te pieprzone maszyny.
    - Sk�d mo�esz mie�? - rzuci� z irytacj�. - Tego przecie� ci� nie naucz�. Tam masz uzyska� jedynie pewne og�lne poj�cie. Tak naprawd�, liczy si� tylko praktyka. Najtrudniej jest oczywi�cie z l�downikiem. Dosta�e� ta�my?
    - Jasne. - By�o tego sze�� kaset, rozdano nam takie zestawy po pierwszym tygodniu kursu. Nagrano na nie wszystko, co zosta�o powiedziane w czasie zaj��, a tak�e inne teksty o r�nych urz�dzeniach sterowniczych, kt�re Korporacja mog�a ewentualnie umie�ci� na pulpicie Heech�w, i tak dalej.
    - Przes�uchaj je. Je�li masz troch� oleju w g�owie, zabierz je ze sob� na wypraw�. Wtedy b�dzie do�� czasu, �eby je odtwarza�. Statki i tak przewa�nie lec� bez twojej pomocy.
    - Mam nadziej� - powiedzia�em, jednak pe�en w�tpliwo�ci. - Do zobaczenia. - Pomacha� mi i zjecha� w d� nie ogl�daj�c si�. Wyra�nie ju� postanowi�, �e postawi mi obiecanego drinka na przyj�ciu, tam go to nie b�dzie nic kosztowa�o.
    Przez chwil� zastanawia�em si�, czy nie odszuka� Sheri, ale postanowi�em, �e nie. Znajdowa�em si� w nieznanej mi cz�ci Gateway, a map� zostawi�em oczywi�cie w pokoju. Poszed�em przed siebie nie bardzo wiedz�c, dok�d id�; mija�em odludne skrzy�owania cuchn�ce st�chlizn� i kurzem, potem szed�em przez okolic�, kt�r� w wi�kszo�ci zamieszkiwali jacy� przybysze z Europy Wschodniej. Nie rozpozna�em wprawdzie �adnego j�zyka, ale na wszechobecnym bluszczu wisia�y tabliczki pisane, zdaje si�, cyrylic� albo jeszcze dziwaczniej. Doszed�em do zlotni, chwil� pomy�la�em i



Park
Znajduje si� pod kontrol�
Obwodu Zamkni�tego Piezowizji


Zapraszamy! Zabrania si� zrywania kwiat�w i owoc�w. Niszczenie ro�lin wzbronione. Podczas spaceru wolno je�� owoce, kt�re spad�y na ziemi� w ilo�ci nie przekraczaj�cej: Winogrona, czere�nie ............. 8 sztuk na osob� Inne ma�e owoce lub jagody ....... 6 sztuk na osob� Pomara�cze, limony, gruszki ...... l sztuka na osob� Nie wolno usuwa� �wiru ze �cie�ek. �mieci nale�y wrzuca� do pojemnik�w.
ZARZ�D KONSERWACJI PARKU
KORPORACJI GATEWAY



    chwyci�em za lin� przesuwaj�c� si� w g�r�. Na Gateway naj�atwiej si� nie zgubi� kieruj�c si� ku g�rze a� do wrzeciona. Wy�ej niczego ju� nie ma.
    Tym razem okaza�o si�, �e mijam Park Centralny, i nagle zachcia�o mi si� cho� na chwil� usi��� pod drzewem.
    Park Centralny nie jest w�a�ciwie parkiem. Jest to pot�ny tunel niedaleko �rodka obrotu asteroidu, oddano go ca�kowicie we w�adanie ro�linno�ci. Odkry�em, �e rosn� tam drzewa pomara�czowe (st�d ten sok) oraz winna latoro�l, by�y te� paprocie i mchy, ale nie widzia�em nigdzie trawy. Nie bardzo rozumiem dlaczego. By� mo�e po prostu na Gateway sadzi si� jedynie ro�liny reaguj�ce na dost�pne tam �wiat�o, kt�re przewa�nie pochodzi z niebieskawo jarz�cego si� naoko�o metalu Heech�w. Pewnie �adnemu gatunkowi trawy nie wystarcza on do fotosyntezy. W pierwotnych planach, zanim jeszcze rozpocz�to hodowa� ro�liny we wszystkich tunelach. Park mia� poch�ania� CO2 i wydziela� tlen. Poza tym jednak zabija� nieznacznie smr�d, przynajmniej w za�o�eniu, no i hodowano w nim troch� ro�lin jadalnych. Ca�o�� mia�a mo�e osiemdziesi�t metr�w d�ugo�ci, za� w g�r� si�ga�a na oko�o trzy metry. Szeroko�� wystarcza�a na kilka wij�cych si� �cie�ek. To, na czym hodowano ro�liny, wygl�dem przypomina�o nieco poczciw� ziemsk� gleb�, w rzeczywisto�ci by� to humus wyprodukowany z kanalizacyjnego szlamu pochodz�cego z wydalin tysi�cy mieszka�c�w Gateway, ale ani po wygl�dzie, ani po zapachu nie mo�na by�o tego pozna�.
    Pierwszym drzewem, na tyle du�ym, by pod nim usi���, by�a morwa. Niestety, nie nadawa�a si� do tego celu, poniewa� rozci�gni�to pod ni� siatk� na spadaj�ce owoce. Min��em j�, po czym natkn��em si� na kobiet� z dzieckiem.
    Dziecko! Nie wiedzia�em, �e na Gateway s� dzieci. Dziewczynka by�a malutka, mia�a mo�e p�tora roku, bawi�a si� pi�k�, tak du�� i tak powoln� przy s�abym przyci�ganiu, �e przypomina�a raczej balon.
    - Cze��, Bob!
    Nast�pna niespodzianka, kobiet� okaza�a si� Gelle - Klara Moyniin.
    - Nie wiedzia�em, �e masz c�rk� - rzuci�em bez zastanowienia.
    - Bo nie mam. To Kathy Francis. Matka wypo�ycza mi j� czasami. Kathy, to jest Bob Broadhead.
    - Cze��! - zawo�a�a przygl�daj�c mi si� badawczo z odleg�o�ci trzech metr�w. - Jeste� znajomym Klary?
    - No... tak. Jest moj� instruktork�. Chcesz zagra� w berka? Kathy sko�czy�a ju� swoje ogl�dziny i rzek�a wyra�nie oddzielaj�c s�owa: - Nie umiem gra� w berka, ale mog� dla ciebie zebra� sze�� morw. Taka jest norma.
    - Dzi�kuj�. - Usiad�em obok Klary, kt�ra obj�wszy kolana przygl�da�a si� dziewczynce. - Jest bardzo rozgarni�ta.
    - Tak mi si� wydaje. ale trudno mi to oceni�, bo nie mam skali por�wnawczej.
    - Nie jest chyba poszukiwaczem?
    To nie by� w zasadzie �art, Klara jednak roze�mia�a si� ciep�o. - Jej rodzice nale�� do sta�ego personelu Korporacji. Matka jest w tej chwili na wyprawie, tak zreszt� jak i wielu innych. Sp�dzaj� tyle czasu g�owi�c si� nad tym, o co chodzi�o Heechom, �e pr�dzej czy p�niej sami chc� sprawdzi� rozwi�zanie tej zagadki.
    - To wydaje si� niebezpieczne.
    Sykn�a na mnie. Kathy powr�ci�a nios�c bardzo ostro�nie po trzy owoce w obu otwartych d�oniach. Mia�a zabawny ch�d, jakby nie u�ywa�a mi�ni ud ani �ydek, odpycha�a si� poduszeczk� stopy i podfruwa�a do kolejnego kroku. Kiedy to rozpracowa�em, spr�bowa�em sam i okaza�o si�. �e jest to ca�kiem niez�y spos�b poruszania si� przy prawie zerowej sile ci��enia, moje nabyte odruchy bardzo mi to jednak utrudnia�y. Trzeba si� pewnie urodzi� na Gateway, by chodzi� tak w spos�b naturalny.
    Klara z parku by�a du�o swobodniejsza i bardziej kobieca ni� Klara z sali wyk�adowej. Brwi dotychczas m�skie i zagniewane wygl�da�y teraz mi�o i przyja�nie. Nadal �adnie pachnia�a.
    Bardzo przyjemnie mi si� z ni� rozmawia�o, podczas gdy Kathy wdzi�cznie kr��y�a wok� nas bawi�c si� pi�k�. Por�wnywali�my znane nam miejsca, ale nie znale�li�my niczego wsp�lnego. Dogadali�my si� jedynie, �e urodzi�em si� prawie tego samego dnia, co jej o dwa lata m�odszy brat.
    - Lubi�a� swego brata? - zaryzykowa�em, by co� powiedzie�.
    - Oczywi�cie. On by� ten najm�odszy. Ale urodzi� si� w znaku Barana, pod Merkurym i Ksi�ycem. Dlatego te� by� niezdecydowany i chimeryczny. Mia�by pewnie bardzo skomplikowane �ycie.
    Zdecydowanie bardziej ni� losy jej brata interesowa�o mnie czy rzeczywi�cie wierzy w te brednie, ale pytanie takie nie by�oby zbyt taktowne, a poza tym m�wi�a dalej: - Ja jestem Strzelec. A ty? A, prawda, ty musisz by� z tego samego znaku co Davie.
    - Pewnie tak - odpowiedzia�em uprzejmie. - Nie interesuj� si� zbytnio astrologi�.
    - To nie astrologia, to genetlialogia. Pierwsze jest przes�dem, a drugie - nauk�.
    - Hm.
    Roze�mia�a si�. - Widz�, �e lubisz sobie pokpi�. Niewa�ne. Wierzysz - dobrze, nie - drugie dobrze, w ko�cu nie musisz wierzy� w istnienie prawa ci��enia, ale i tak po upadku z dwunastego pi�tra zostanie z ciebie miazga.
    - Sprzeczacie si�? - spyta�a grzecznie Kathy, kt�ra przysiad�a obok.
    - Nie, kochanie - Klara pog�adzi�a j� po g�owie.
    - To dobrze, bo potrzebuj� i�� do �azienki, a tutaj chyba nigdzie nie ma.
    - I tak ju� musimy wraca�. Ciesz� si�, �e ci� spotka�am. Bob. Uwa�aj, �eby� nie popad� w melancholi�. - I odesz�y trzymaj�c si� za r�ce, Klara pr�bowa�a na�ladowa� dziwaczny ch�d dziewczynki. Wygl�da�y bardzo �adnie... jak p�atki �niegu.
    Tego wieczoru zabra�em Sheri na przyj�cie po�egnalne Dane Mieczni-kowa. Klara te� tam by�a i wygl�da�a chyba nawet �adniej w swoim spodnium ods�aniaj�cym brzuch. - Nie wiedzia�em, �e znasz Dane Miecznikowa - powiedzia�em.
    - A kt�ry to? Zaprosi� mnie tu Terry. Wchodzimy?
    Przyj�cie przenios�o si� ju� do tunelu. Zajrza�em przez drzwi i bardzo si� zdziwi�em widz�c za nimi tak du�o przestrzeni. Terry Yakamora mia� ca�e dwa pokoje, obydwa ponad dwukrotnie wi�ksze od mojego. Mia� te� w�asn� �azienk�, w kt�rej znajdowa�a si� prawdziwa wanna, albo przynajmniej prysznic. - �adnie tu - stwierdzi�em z podziwem, wkr�tce zorientowa�em si� z tego, co powiedzia� kt�ry� z go�ci, �e Klara mieszka na ko�cu tego samego tunelu. To zmieni�o moje zdanie o Klarze: je�li sta� j� by�o na t� drog� dzielnic�, czemu ci�gle jeszcze tkwi�a na Gateway? Dlaczego nie wr�ci�a do domu, by wydawa� pieni�dze i cieszy� si� �yciem? Lub inaczej - je�li wci�� tu by�a, to dlaczego marnowa�a czas jako m�odszy instruktor ledwie zarabiaj�c na sw�j dzienny podatek, zamiast wyruszy� po kolejne zdobycze. Nie trafi�a mi si� jednak okazja, by j� o to zapyta�. Tego wieczoru ta�czy�a g��wnie z Terry Yakamor� i innymi cz�onkami wylatuj�cej za�ogi.
    Straci�em Sheri na moment z oczu, ale podesz�a do mnie po powolnym, ta�czonym wr�cz w miejscu fokstrocie. Przyprowadzi�a swego partnera - bardzo m�odego m�czyzn�, prawie ch�opca. Mia� mo�e dziewi�tna�cie lat. Wyda� mi si� znajomy: ciemnosk�ry, bardzo jasnow�osy, rzadki zarost okala� mu doln� cz�� brody spinaj�c jakby klamr� baki po obu stronach twarzy. Nie przylecia� z nami z Ziemi. Nie by� te� z naszej grupy. Ale gdzie� go ju� widzia�em.
    Sheri przedstawi�a nas sobie. - Bob, znasz ju� Francesco Hereir�?
    - Chyba nie.
    - S�u�y na brazylijskim kr��owniku. - Wtedy sobie przypomnia�em. By� to jeden z inspektor�w, kt�rzy par� dni temu przeszukiwali porozrzucane fragmenty spieczonych szcz�tk�w ludzkich na wraku. S�dz�c po naszywkach na mankietach, by� strzelcem torpedowym. Za�ogi kr��ownik�w pe�ni� od czasu do czasu s�u�b� wartownicz� na Gateway, tutaj te� przylatuj� na przepustk�. Kolejka Francy'ego przypad�a mniej wi�cej wtedy, kiedy si� tu znalaz�em.
    Kto� nastawi� w�a�nie hor�, po ta�cu stan�li�my obok siebie z Hereir� pod �cian� i usuwaj�c si� innym z drogi z trudem �apali�my oddech. Powiedzia�em, �e zapami�ta�em go, jak pracowa� przy wraku.
    - Oczywi�cie, panie Broadhead, przypominam sobie.
    - Cholerna robota - odezwa�em si�, �eby co� rzec.
    Wypi� ju� do��, by zdoby� si� na odpowied�. - Panie Broadhead - m�wi� - ta cz�� mojej pracy nazywa si� oficjalnie "przeszukanie i rejestracja". Nie zawsze jest nieprzyjemna. We�my taki przyk�ad: nied�ugo z pewno�ci� pan wyruszy, a po powrocie ja lub kto� inny obszuka pana od st�p do g��w, wywr�ci kieszenie, wymierzy, zwa�y i sfotografuje ca�y pojazd. Robi si� to dla pewno�ci, �e nie przeszmugluje pan niczego warto�ciowego ze statku czy z Gateway nie p�ac�c Korporacji nale�nej jej dzia�ki. P�niej spisuje si� wszystko, co poszukiwacz znalaz�, je�li nic, do formularza wstawia si� po prostu s�owo "zero". Nast�pnie kto� inny z wybranego na chybi� trafi� kr��ownika zrobi z wami dok�adnie to samo. Sprawdzi wi�c pana a� dw�ch ludzi.
    Nie brzmia�o to zbyt zach�caj�co, ale te� nie tak �le, jak z pocz�tku przypuszcza�em. Powiedzia�em mu to.
    B�ysn�� w u�miechu ma�ymi, bardzo bia�ymi z�bami. - Je�li trzeba skontrolowa� kogo� takiego jak Sheri czy Gelle - Klara - to wcale nienajgorzej. Wtedy to nawet przyjemno��. Nie bardzo mnie jednak poci�ga sprawdzanie m�czyzn, panie Broadhead, szczeg�lnie gdy s� martwi. Czy mia� pan kiedy� okazj� znale�� si� w�r�d pi�ciu cia� ludzi nie �yj�cych ju� od trzech miesi�cy i nie zabalsamowanych? Tak w�a�nie by�o na pierwszym statku, kt�ry przysz�o mi skontrolowa�. Chyba nic gorszego nie mo�e mi si� przytrafi�.
    Potem podesz�a Sheri, zaci�gn�a go do nast�pnego ta�ca i zabawa toczy�a si� dalej.
    Przyj�� by�o w og�le bardzo wiele. Okaza�o si�, �e zawsze tak jest, tyle �e jako nowi nie trafili�my jeszcze we w�a�ciwe uk�ady, im bli�ej jednak zako�czenia kursu, tym wi�cej poznawali�my ludzi. By�y wi�c przyj�cia po�egnalne, a tak�e na powitanie, cho� nie tak liczne, jak te pierwsze. Nawet je�li za�oga powr�ci�a, nie zawsze by� pow�d do rado�ci. Czasem ludzie byli w podr�y tak d�ugo, �e stracili zupe�nie kontakt ze swoimi przyjaci�mi. Kiedy indziej ci, kt�rym si� powiod�o, chcieli jedynie jak najszybciej odlecie� z Gateway do domu. Niekiedy te� przyj�cia nie by�o, poniewa� na oddziale intensywnej terapii Szpitala Ko�cowego �adne popijawy nie s� dozwolone.
    Czas nie mija� jednak tylko na przyj�ciach - musieli�my te� si� uczy�. Do ko�ca kursu mieli�my w pe�ni opanowa� umiej�tno�� kierowania statkiem,


WYKAZ WACHT I PRZEPUSTEK
NA USS "MAYAGUEZ"


    1. Nast�puj�cy ofic. i mar. czas. skier, na Gateway do dy�urnych patroli i kontroli przeciwprzemytniczej:
      LINKY, Tina           chor.
      MASKO, Casimir J.     bosmat
      MIRARCHI, Iory S.     st. mar.

    2. Nast�puj�cy ofic. i mar. skier, na Gateway na 24-godz. przepustki:
      GRYSON, Katie W.      ppor.
      HARVEY, Iwan.         rtel.
      HLEB, Caryle T.       mar.
      HOLL, William F. Jr.  mar.

    3. Ponownie ostrzega si� wszystkich ofic. i mar., �e nale�y unika� spor�w z ofic. i mar. z innych okr�t�w patrolowych bez wzgl�du na ich przynale�no�� pa�stwow� i okoliczno�ci, oraz �e nale�y powstrzyma� si� od rozpowszechniania wszelkich informacji zastrze�onych. Wykroczenia przeciw powy�szym zarz�dzeniom karane b�d� s�downie ��cznie z pozbawieniem prawa do urlop�w na Gateway.
    4. Czasowa s�u�ba na Gateway nie jest prawem, lecz przywilejem, na kt�ry trzeba zas�u�y�.

Z rozkazu KAPITANA
USS "MAYAGUEZ"





szacowania warto�ci handlowej znalezisk oraz znajomo�� r�nych technik prze�ycia w niekorzystnych warunkach. Ja nie by�em zbyt mocny, Sheri sz�o jeszcze gorzej. Ze sterowaniem potrafi�a sobie jako� da� rad�, mia�a te� bystre oko, je�li chodzi o wychwytywanie szczeg��w pomocnych w ocenie warto�ci ewentualnych znalezisk. Ale zupe�nie nie mog�a wbi� sobie do g�owy programu kursu o technikach prze�ycia.
    Uczyli�my si� razem do egzaminu i by�o to straszne.
    - No, dobrze - rzuca�em na przyk�ad - docierasz do gwiazdy typu F z planet� o ci��eniu na powierzchni 0,8 G, cz�stkowym ci�nieniu tlenu r�wnym 130 milibar�w, �redniej temperaturze na r�wniku wynosz�cej +30°C.
    Jak si� ubierasz na tak� okazj�?
    - To �atwe - odpowiedzia�a z wyrzutem. - Przecie� to tak jak na Ziemi.
    - No wi�c?
    Podrapa�a si� z namys�em pod biustem. Potem potrz�sn�a z niecierpliwo�ci� g�ow�. - Nic nie wk�adam. Oczywi�cie jestem w skafandrze podczas lotu w d�, ale na planecie mog� chodzi� praktycznie w bikini.
    - G�wno prawda! Umrzesz w ci�gu dwunastu godzin. Warunki zbli�one do ziemskich oznaczaj� du�e prawdopodobie�stwo �ycia biologicznego podobnego do �ycia na Ziemi. Po�r� ci� wi�c patogeny.
    - No, dobra - wzruszy�a ramionami. - Zostan� wi�c w skafandrze dop�ki nie sprawdz�, czy patogeny wyst�puj�.
    - Jak si� do tego zabierzesz?
    - Przy pomocy tego zasranego zestawu, ty o�le! To znaczy - doda�a szybko, nim zd��y�em cokolwiek powiedzie� - wyci�gam z zamra�arki kr��ki na Metabolizm Podstawowy i uaktywniam je. Pozostaj� na orbicie przez dob�, a kiedy dojrzej� - schodz� na powierzchni�, wystawiam je i robi� odczyty za pomoc� mojego C-44.
    - C-33. Nie ma czego� takiego jak C-44.
    - No i dobrze. Poza tym pakuj� r�wnie� zestaw zastrzyk�w antygenowych, w przypadku wi�c najmniejszego problemu z jakim� mikroorganizmem zawsze mog� zrobi� sobie taki zastrzyk i czasowo zwi�kszy� odporno��.
    - Chyba mo�e by�, jak na razie - powiedzia�em, cho� nie bez w�tpliwo�ci. Oczywi�cie, w praktyce nie potrzeba pami�ta� tego wszystkiego. Zawsze mo�e odczyta� instrukcje z opakowa�, przes�ucha� ta�my z nagraniem kursu, czy wr�cz zda� si� na kogo�, kto ju� kiedy� lecia�, i zna wszystkie sekrety. Istnia�a jednak zawsze taka mo�liwo��, �e przytrafi si� co� nieprzewidzianego i b�dzie musia�a polega� na sobie, nie m�wi�c o tym, �e czeka� j� r�wnie� egzamin ko�cowy, kt�ry trzeba by�o zda�.
    - Co jeszcze, Sheri?
    - No, to co zwykle. Musz� wymienia�? A wi�c radio��cze dodatkowe, ogniwo, zestaw geologiczny, zapasy �ywno�ci na dziesi�� dni i - nie wolno mi je�� czegokolwiek, co znajd� na planecie, cho�bym nawet wyl�dowa�a przy kiosku z hamburgerami McDonalda. Poza tym musz� wzi�� zapasow� szmink� i podpaski.
    Milcza�em. U�miechn�a si� staraj�c si� mnie przeczeka�. - A co z broni�? - powiedzia�em w ko�cu.
    - Broni�?
    - No z broni�, do cholery! Przecie� je�li s� tam prawie ziemskie warunki, to istnieje prawdopodobie�stwo �ycia.
    - No jasne, chwileczk�. Oczywi�cie, je�li ma by� potrzebna, to j� zabior�. Ale, ale, wpierw badam z orbity za pomoc� spektrometru, czy nie ma metanu. Je�li brak sygnat metanu - to znaczy, �e �ycia nie ma, wi�c nie musz� si� martwi�.
    - To znaczy tylko, �e nie ma ssak�w i musisz si� martwi�. A owady? Gady? Dlaglacze?
    - Dlaglacze?
    - Tak sobie w�a�nie nazwa�em formy �ycia, kt�re nie wydzielaj� z kiszek metanu, ale za to po�eraj� ludzi.
    - Tak, masz racj�. Bior� wi�c pas z broni� i dwadzie�cia naboi dum--dum. Dawaj dalej.
    I tak to sz�o. Na pocz�tku naszych powt�rek m�wili�my w takich momentach: "Nie musz� si� martwi�, bo przecie� b�dziesz ze mn�", albo "Poca�uj mnie, ty o�le". Ale potem zachowywali�my si� powa�niej.
    I mimo wszystko zdali�my. Ca�a nasza grupa.
    Zorganizowali�my sobie ma�e party z okazji zaliczenia: Sheri, ja, ca�a czw�rka Forehand�w, pozostali, kt�rzy przybyli razem z nami z Ziemi, oraz sze�� czy siedem os�b, kt�re zjawi�y si� nie wiadomo sk�d. Nie zapraszali�my nikogo spoza naszego grona, ale nauczyciele nie byli przecie� kim� obcym. Wszyscy przyszli z �yczeniami. Klara zjawi�a si� do�� p�no, wypi�a jednego szybkiego drinka i wszystkich uca�owa�a bez wzgl�du na p�e�, nawet m�odego Fina z wrodzon� niezdolno�ci� do nauki j�zyk�w, kt�ry musia� mie� wszystko na ta�mie. Ten to dopiero mia� k�opoty. Wprawdzie ta�my instrukta�owe s� w ka�dym, dos�ownie w ka�dym j�zyku, a je�li przypadkiem nie mo�esz znale�� ta�my ze swoim dialektem, komputerowy translator �atwo j� przygotuje wykorzystuj�c ta�m� w dialekcie zbli�onym, To wystarczy do zaliczenia, ale problem zaczyna si� p�niej. Trudno oczekiwa�, �e za�oga przyjmie z otwartymi ramionami faceta, z kt�rym nie mo�na si� dogada�. Przez sw� u�omno�� Fin nie m�g� nauczy� si� �adnego j�zyka obcego, a na Gateway nie by�o nikogo, kto m�wi�by po fi�sku.
    Zaj�li�my tunel na d�ugo�� trojga drzwi w ka�d� stron� od naszych, to znaczy moich, Forehand�w i Sheri. Ta�czyli�my i �piewali�my tak d�ugo, dop�ki nie zacz�li�my pada� z n�g. Wtedy wy�wietlili�my na piezowizorze


OG�OSZENIA DROBNE


    GILETTE, RONALD C. Opu�ci� Gateway w zesz�ym roku. Osoby posiadaj�ce informacje o jego obecnym miejscu pobytu proszone s� o skontaktowanie si� z �on� Annabelle, Poselstwo Kanadyjskie, Tharsis, Mars. Nagroda.
    PILOCI ZEWN�TRZNI, WIELOKROTNI zdobywcy Kosmosu! Niech wasze pieni�dze pracuj� dla was podczas wypraw. Lokujcie w kapita�y, papiery warto�ciowe, ziemi�. Inne mo�liwo�ci. Przyst�pne ceny za konsultacje. 88-301.
    PORNODYSKI na d�ugie, samotne wyprawy. 50 godzin za jedyne 500 dol. Wszelkie upodobania lub na zam�wienie. Zatrudnimy modelki. 87-108.




list� wolnych lot�w. Przesi�kni�ci piwem i trawk� wyci�gn�li�my karty, by ustali�, kto pierwszy wybiera i ja wygra�em.
    Co� dziwnego sta�o si� w mojej g�owie. Nie to, �e nagle wytrze�wia�em, nie w tym rzecz. Ci�gle jeszcze czu�em si� radosny, rozgrzany i otwarty na wszystkie nap�ywaj�ce do mnie sygna�y osobowe. Cz�� mego umys�u po prostu przeja�nia�a, a para wyra�nie widz�cych oczu spenetrowa�a przysz�o�� i podj�a za mnie decyzj�.
    - Wiecie co? Chyba na razie nie skorzystam. Sess, ty by�e� drugi. Wybieraj.
    - 3109 - odpowiedzia� natychmiast. Forehandowie musieli to ju� mi�dzy sob� dawno ustali�. - Dzi�kuj� ci, Bob.
    Pomacha�em mu z pijack� beztrosk�. Nie mia� za co dzi�kowa�. By�a to Jedynka, a ja za �adne skarby nie polecia�bym sam. W og�le na li�cie nie by�o niczego, co by mnie interesowa�o. U�miechn��em si� do Klary i pu�ci�em do niej oko, przez chwil� zachowywa�a powag�, ale potem te� mrugn�a, cho� wyraz jej twarzy pozosta� powa�ny. Wiem, �e zda�a sobie spraw� z tego, co i ja w�a�nie zrozumia�em: to wszystko by�y odrzuty. Najlepsze natychmiast po og�oszeniu z�apali stali pracownicy Korporacji oraz ci, kt�rzy niedawno powr�cili.
    Sheri mia�a by� pi�ta i kiedy przysz�a jej kolej, spojrza�a prosto na mnie:
    - Zdecyduj� si� chyba na t� Tr�jk�, o ile uda mi sie j� zape�ni�. Co ty na to, Bob? Polecisz?
    Zachichota�em. - Sheri - odpowiedzia�em z pe�n� rozs�dku s�odycz� - zobacz, �e nikt z powracaj�cych tego nie wzi��. To opancerzony statek. Cholera wie, gdzie poleci. Jak na m�j gust, jest te� za du�o zielonego na pulpicie sterowniczym. - Nikt naprawd� nie wiedzia�, co te kolory oznaczaj�, ale szkolny przes�d g�osi�, �e du�o zieleni to oznaka szczeg�lnie niebezpiecznej wyprawy.
    - To jedyna wolna Tr�jka i ma jeszcze premi�.
    - To nie dla mnie, kochanie. Spytaj Klary. Ona si� na tym zna, a ja szanuj� jej zdanie.
    - Ale ja ciebie pytam, Bob.
    - A wi�c nie. Zaczekam na co� lepszego.
    - Ja nie b�d� czeka�. Rozmawia�am ju� z Will� Forehand, ona si� ch�tnie zgodzi. W najgorszym razie dobierzemy sobie kogokolwiek - powiedzia�a patrz�c na Fina, kt�ry z pijackim u�miechem gapi� si� na list� misji. - Kiedy� m�wili�my, �e polecimy razem.
    Pokr�ci�em g�ow�.
    - A wi�c gnij tutaj - wybuchn�a. - Twoja dziewczyna jest r�wnie przera�ona jak ty.
    Owe trze�we oczy pod skorup� mej czaszki skierowa�y si� ku Klarze i jej zmartwia�ej, znieruchomia�ej twarzy, co dziwniejsze, u�wiadomi�em sobie, �e Sheri ma racj�. Klara by�a taka, jak ja. Oboje tak samo bali�my si� lecie�.



Strona g��wna     Indeks